Podmiot i przedmiot ekonomiki cz. 7

Nie trzeba nawet przypominać sobie chińskich kulisów, ciągnących niesłychane ciężary, rosyjskich batraków, holujących statki na Wołdze, japońskich rykszów, zastępujących z powodzeniem konia, tragarzy bagdadzkich, z których mogliby się rekrutować przejmowani siłacze świata, lub zastępy murzynów, dźwigających najcięższe materiały dla kolei w Kongo, bo to samo skonstatować można, pozostając w obrębie wykwalifikowanej pracy najlepszych europejskich tkaczy, tokarzy, walcowników, górników i mechaników. Człowiek, ta alfa i omega twórczości gospodarczej, będąc, jako gatunek, celem właściwym działalności ekonomicznej, staje się w pewnych momentach jej środkiem. W tym tkwi zalegalizowana nierówność ludzka, i okoliczności tej zmienić nie są władne najszczytniejsze i najszerzej głoszone hasła humanitarne. Nie znaczy to jednak zupełnie, by ludzkość doby obecnej dzieliła się na dwa obozy panów i sług.

Zupełnie wyraźny podział czynnika ludzkiego na dwie odrębne grupy, podmiotu i przedmiotu, jest właściwie możliwy jedynie w społeczeństwach niewolniczych. W rzeczywistości jednak – stosuje się to zresztą do wszystkich prawie zjawisk,  spraw i rzeczy – tak, jak trudne jest ustalenie tego, gdzie kończy się wytwórca, a zaczyna spożywca, tak samo problematem niełatwym jest rozgraniczenie skuteczne subiektu od obiektu gospodarczego.