Podmiot i przedmiot ekonomiki cz. 3

Ekonomista nie powinien się jednak powodować nastrojami momentu, nie wolno mu ustępować placu znachorom gospodarczym, nie może on pozwolić, by drzewa mu widok lasu zasłoniły, a przede wszystkim musi mieć odwagę wygłaszania, kiedy trzeba, swego ceterum censeo. Sprawa bowiem planowej – i to w ramach światowych – gospodarki wyszła ostatnio z początkowego stadium dociekań teoretycznych, siłą faktów, często przykrych, a nawet brutalnych, stanęła na porządku dziennym, i nie bacząc na hałaśliwą akcję krzykliwych profanów, domaga się doraźnego, a szybkiego rozwiązania. Ekonomika światowa wyłania się z powijaków teorii, by stać się, jeżeli nie rzeczywistością konkretną dnia dzisiejszego, to bezwzględnym a pilnym imperatywem doby jutrzejszej. Nawet najzagorzalszy nacjonalista nie powita już z radością załamania wrogiego państwa w dziedzinie gospodarczej. Tego, czego nie mogły dokazać kazania moralne, dokazała świadomość współzależności gospodarczej wszystkich, tak sojuszników, jak nieprzyjaciół. Bankructwo Austriackiego Zakładu Kredytowego lub krach Danatbanku w Berlinie wzbudziły współczujący niepokój nawet wrogo do Niemiec lub Austrii usposobionego świata. Zupełnie tak samo, jak później, tragiczne oderwanie od równi złotej funta i dolara głośnym a alarmującym echem odbiły się we wszystkich zakątkach ziemi.