Podmiot i przedmiot ekonomiki cz. 2

Być może za ogólnikowym, w każdym razie nieco pospiesznym i pochopnym, jest twierdzenie pewnego czeskiego uczonego, że ludność planety naszej powinna być ujęta w jedną zwartą organizację, obejmującą całokształt życia gospodarczego od produkcji środków spożywczych i surowców poprzez transport i dostawę rąk roboczych aż po wytwórczość gotowych artykułów i ich repartycję. I rzeczywiście w zastosowaniu do pewnych odcinków ekonomiki brak takiej organizacji daje się odczuwać dotkliwie. Faktu tego nie zdoła przysłonić niechętny stosunek do „planowej“, czy „planistycznej czy wreszcie „planetarnej” gospodarki, jak ją ironicznie a złośliwie ochrzcił przeciętny obywatel, wrogo w ogóle do wszelkich szerszych idei gospodarczych usposobiony, a ostatnio umocniony w egotystycznej chęci zasklepienia się we własnej ciasnej skorupie przez szereg nieudolnie przygotowanych i w wyniku wręcz nieudanych międzynarodowych konferencji. Ekonomista współczesny staje wprawdzie wobec skomplikowanego obrazu, w którym trudno na razie zorientować się, ale który nie da się już skomprymować do łatwo uchwytnych rozmiarów poszczególnych państw. Polityka gospodarcza może dyktować jeszcze przez pewien przeciąg czasu normy ograniczające, wtłaczające życie ekonomiczne w wąskie ramy autarchii i nacjonalizmów, może nawet być to w pewnych warunkach dla pewnych eksperymentów państwowych kategorycznym nakazem chwili, lecz właśnie tylko chwili, i nie może liczyć już na długi i trwały byt.