O demografii cz. 21

Nie jest bynajmniej rzeczą obojętną, czy przyrost naturalny jest rezultatem wielkiej rozrodczości i wysokiej śmiertelności czy też nikłej rozrodczości i małej śmiertelności.

Niepokojący objaw zmniejszania się rozrodczości w miarę rozwoju dobrobytu i kultury do pewnego stopnia tylko paraliżuje się przez stałe zmniejszanie śmiertelności. W XVII i XVIII w. przeciętny noworodek mógł liczyć mniej więcej na 35 lat życia, w 1901 r. już na 47 lat, a obecnie (1927) na wcale długi żywot, bo aż na 58 lat.1 Rozumie się, nie może fakt ten, tworząc statystycznie iluzję niezmniejszonego przyrostu, zastąpić zwiększenia rozrodczości. Wielka ilość starych ludzi jest czynnikiem z punktu widzenia populacyjnego wręcz ujemnym, jako element niezdolny do reprodukcji.

W celach zachowania energii ludzkiej byłoby na pierwszy rzut oka raczej pożądane, żeby przyrost ludności był rezultatem, dajmy na to, 25 milionów urodzeń i 10 milionów śmierci, a nie 75 milionów urodzeń i 60 milionów śmierci. Ale przy rocznej normie urodzeń, dochodzącej tylko do 25 milionów, ludzkość skazana byłaby na zupełne, powolne wymieranie niezależnie od długowieczności poszczególnych jednostek. Przypuśćmy – co jest, zdaje się bliskie prawdy – że ilość kobiet w wieku 15 – 50 lat dochodzi obecnie do 450.000.000.

Comments
  1. 11 miesięcy ago