Co to jest praca?

We wcześniejszych wpisach starałem się dać czytelnikowi pojęcie – w najogólniejszych zarysach – o tym, jak przedstawia się liczbowo lub raczej „inwentarzowo materiał ludzki”. Sąd o wartości z punktu widzenia gospodarczego tego materiału wydać będziemy w stanie dopiero po zbadaniu jego stosunku do głównego czynnika, usprawiedliwiającego poniekąd istnienie rodu ludzkiego, do pracy.

Pracą w interesującej nas dziedzinie, naturalnie pracą gospodarczą, będziemy nazywali wszelką działalność, pośrednio lub bezpośrednio skierowaną ku zaspokojeniu potrzeb ludzkich. Aczkolwiek w każdym człowieku tkwi pierwiastek naturalnego pędu do mniej lub więcej wytężonej działalności, to jednak chęć do pracy nie jest, niestety, przyrodzoną cnotą człowieka, zdobiącą go stale. U większości istot ludzkich idea pracy związana jest raczej z pojęciem wysiłku, z uczuciem niechęci, z oporem wewnętrznym. Żeby stosować się do pracy, jak do największego dobra, trzeba stać na wysokim stosunkowo poziomie, bo tylko na takim poziomie można przyswoić sobie pogląd na pracę, jako na jedyny czynnik, łączący nas organicznie i realnie z przyrodą, wprowadzający porządek do naturalnego chaosu, zmuszający oddzielnych ludzi do wspólnego wysiłku, uczący solidarności, zabraniający zamykać się w sobie, spajający w ten sposób poszczególne jednostki w jedną wielką rodzinę ludzkości. Tylko tak pojęta, wolna, swobodna swych źródeł, zadań i celów świadoma praca może być owocną i wydajną. Taką pracę gloryfikowali pisarze od Hezjoda do Zoli. Takiej pracy poświęcono we wszystkich stanach Północnej Ameryki specjalny dzień świąteczny, „Labourday“. Spontaniczna twórcza praca to – błogosławieństwo bezsprzeczne, ale wymuszona praca wyrobnicza, praca z pod bata to – największe przekleństwo rodu ludzkiego.

Na niskim stadium rozwojowym praca może być bezpośrednio skierowana ku zaspokojeniu potrzeb pracującego. Na wyższych szczeblach kultury, przy bardziej zróżnicowanym społeczeństwie, następuje podział pracy, tym bardziej drobiazgowy, im wyższe są aspiracje ekonomiczno-społeczne danego zespołu. Praca wtedy bezpośrednio idzie na zaspokojenie faktyczne potrzeb osób trzecich. Robotnik na fabryce gwoździ nie pracuje bezpośrednio na siebie, lecz zarobkuje, pracując dla zaspokojenia potrzeb tych, co gwoździe kupują. My będziemy mieli do czynienia wyłącznie z drugą kategorią pracy, gdyż pierwsza egzystuje obecnie tylko wśród pierwotnych szczepów.

Konieczność pracy, w sensie zastosowania – z pomocą lub bez pomocy mechanicznej – siły fizycznej muskułów w celu utrzymania siebie i swych bliskich, jest udziałem olbrzymiej większości ludzkości.

Problematy, traktowane na tle ekonomiki narodowej, obracają się w ramach jednego zespołu gospodarczego i za zespół taki w teorii siłą rzeczy wybiera się pewien kompleks, stojący na wyżynach współczesnego rozwoju, a nie kraj Botokudów, nawet nie Irak lub Haiti. W tym wypadku nie może być mowy o innej pracy, jak praca wolna. Dla tak ujętej ekonomiki praca przymusowa, pańszczyźniana lub niewolnicza jest dawno a doszczętnie przebrzmiałym przeżytkiem. Inaczej się rzecz ma w ekonomice światowej. Celem jej, w zakresie zagadnienia pracy, jest wyjaśnienie źródeł rozporządzalnych rąk roboczych, nie w granicach tego, czy innego, mniej lub więcej cywilizowanego państwa, lecz na całej powierzchni ziemi. W tych poszukiwaniach możemy się natknąć w najrozmaitszych zakątkach na najrozmaitsze formy pracy. Musimy dokonać odpowiedniego przeglądu, choćby ze względu na to, by wyeliminować z obiegu międzynarodowego wszystkie czynniki, nie nadające się do nowoczesnych metod wytwórczych, o ile się przekonamy, że nie tylko pańszczyzna i przymus pracy, ale i niewolnictwo, jeżeli wręcz nie kwitną, to bądź co bądź gdzieniegdzie tleją, a nie znikają. Zresztą czyż trzeba odbywać dalekie, a niebezpieczne, podróże, gdy łatwo wskazać wielką potencję chrześcijańską, gdzie pamięć o niewolnictwie jest zupełnie świeża, boć jeszcze w 1888 r. było ono instytucją, tolerowaną przez prawo.